RSS
wtorek, 02 marca 2010
No właśnie - gdyby nie co?

Każda PRowca z agencyjnego stada PRowiec ma świadomość paradoksu, w którym na co dzień uczestniczy. Ci dzięki którym żyjemy i kochamy naszą pracę (hehe) to równocześnie ci, którzy rujnują nam życie, burzą plany i każą siedzieć przed kompem kiedy powinniśmy leżeć w jacuzzi, sączyć piwo albo grać w piłkę z kumplami:)

Jest taki film, który w bardzo ciekawy sposób pokazuje relacje klient - dostarczyciel produktu / usługi. Nazywa się CLERKS, a jego bohaterami są sprzedawca w sklepie spożywczym i "clerk" w wypożyczalni kaset. Chłopaki mają diametralnie różne podejście do klientów. Dante to wazeliniarz. Daje sobą pomiatać, po to aby do właściciela nie spłynęła żadna skarga. Randal natomiast jest obibokiem. Wszystkich ma w d... cały dzień ogląda filmy, a na klientów leje ciepłym moczem. Jego motto to Życie byłoby piękne gdyby nie pie...... klienci

Każdy z nas chyba chciałby być takim Randallem. A i tak wszyscy jesteśmy Dante. Klient mówi 100 wycinków w miesiącu - my mówimy SPOKO... Potem okazuje się że mamy trudne dziecko i sprawę rozwodową, o której założeniu dowiadujemy się od sekretarki (sytuacja hipotetyczna).

W tej chwili próbuję wykręcić jakimś cudem konferencję dla 100 osób w ciągu 3 tygodni - i dam radę!

No właśnie - dam radę... Nie wiem czy prawdziwym paradoksem nie jest to, że najpierw chcemy powiesić takiego klienta za jaja i przypalać żelazkiem tu i ówdzie... a potem chwalimy się, że potrafimy zorganizować... konferencję w 3 tygodnie.

To była autokrytyka - dziękuję:)

08:03, katrinax01
Link Dodaj komentarz »
W "dupie" jest jakiś magnes

Miałem na studiach doktora, który co tydzień zadawał nam do napisania artykuł. Teksty miały być związane z gospodarką ewentualnie z polityką, a najlepiej z jednym i z drugim. Bardzo sobie ceniłem te zajęcia. Miałem też wrażenie, że doktor cenił mnie za moje teksty. Mówił jednak, że mają 1 wadę. Za często używam słów kolokwialnych, a wyrażenia takie jak "dupa", "kurwa" nie są akceptowane przez czytelników i piony redakcyjne.

Szanowałem zdanie doktora, ale pamiętam, że min. dzięki "dupie" i "kurwie", moje teksty zawsze były bardzo namiętnie omawiane. Coś w tym jest, że czytelnik widząc nieparlamentarne słowa uświadamia sobie bardzo ważną rzecz. Zaangażowanie autora w sprawę, o której pisze. Powiem więcej! Zaczyna traktować dziennikarza jak kumpla. Uświadamia sobie, że szanowny redaktor to też człowiek. Też je, sypia, pije i wydala, a przede wszystkim czuje. Krzyknie nawet czasem "zakręt" po hiszpańsku jak mu młotek na nogę spadnie. Albo jak zobaczy demonstrację LPRu w TV.

Ten mechanizm doskonale wykorzystał Bogusław Chrabota na swoim blogu. Tytuł posta "Kurewstwo medialne. Casus Subotic" pojawił mi się jako nagłówek newslettera Wirtualnych Mediów. Jego posta skomentowały setki ludzi chociaż samym tekście nie było nic specjalnego. Pan Chrabota powiedział to samo co 1000 innych użytkowników blogów na ten temat.

Jedno "kurewstwo" i już jest wielkie publicity. Może my PRowce spróbujemy takich zabiegów w informacjach prasowych?

Chyba warto się nad tym zastanowić. Jak na dłoni widać przecież, że w "kurwach" i "dupach" jest jakiś magnes przyciągający czytelnika:)

08:03, katrinax01
Link Dodaj komentarz »
LIST DO GIERTYCHA

Niedawno słyszałem, że na jednej z najbardziej poważanych publicznych uczelni ekonomicznych w IV RP jest Pani doktor, która tak mówi o public relations (w którym się zresztą specjalizuje):

Wiecie, piar to coś takiego jak reklama tylko dużo tańsze. Chodzi o to żeby pojawić się w gazetach, w radiu i telewizji, a nic za to nie płacić.”

Studenci zarządzania, słysząc te rewelacje jęli zapisywać co kobita truła.

Widzę już te ich roześmiane buźki i $ w oczach. Myślą sobie „cholera, to po jakiego grzyba nam agencja reklamowa. Zatrudniamy PRowce!!! Będzie tanio i będziemy w gazetach. JUHU”

Oczywiście student, który tak myśli jest bystry jak woda w klozecie na Centralnym... ale nie o to chodzi.

Mam żal do takich wykładowców bo masakrują rynek.

Bo czy ktoś się kiedyś zastanowił nad tym jak to się dzieje, że dziennikarz czyta jedne informacje prasowe a inne wyrzuca do folderu KOSZ? Oświecę, nieoświeconych.

Dzieje się tak między innymi dzięki intrygującym tytułom, dynamicznemu językowi i innym przymiotom dobrych informacji prasowych, które pozostaną czarną magią dla branży reklamowej.


Dlatego bardzo chciałbym napisać list do ministra Giertycha z prośbą o stworzenie definicji PRu. Takiej jak radio Maryja i TV Trwam. Czyli jedynej słusznej. A kto się jej nie trzyma tego w kamasze:)

IV RP Rulez.

08:02, katrinax01
Link Dodaj komentarz »
Fajka i sernik dla urzędasa

Byliście kiedyś w Urzędzie Miejskim? Na pewno tak - choćby po to, by odebrać dowód, prawo jazdy itd.

Znacie więc Panie z okienek, które z fajką w gębie i kawą w ręku rozmawiają przez telefon z psiapsiółkami o tym jak upiec sernik, żeby był miękki i soczysty. W rozmowie robią przerywniki żeby wrzasnąć do nas, petentów, kolejka z prawej strony!!!!. Nie mogę się nadziwić temu zjawisku. Podobnie jak nie mogę zrozumieć dlaczego urzędy zamyka się o 15.30 (a tak naprawdę o 15 bo o 15.30 to już odjeżdża tramwaj).

Kiedyś myślałem, że aby coś załatwić lepiej będzie najpierw zadzwonić. Podpytać, zagaić temat, zanim zdąży się człowiek zgubić w mechanizmach i... budynku UMu. Nic z tego. Rozmowa z urzędasami to jeszcze większy koszmar niż ich widok. Z dwojga złego wolę koszmary wizualne. Jestem wzrokowcem i bardziej boję się tego czego nie widać.

Od kilku ładnych dni, codziennie gadam przez telefon z urzędasami z UMów. Nie chcę od nich nic - naprawdę - żadnych informacji. CHCĘ ICH ZAPROSIĆ NA KONFERENCJĘ, NA KTóREJ NAżRą SIę I NAPIJą NA KOSZT ORGANIZATORA.

W szoku jestem bo okazało się, że nawet jak chcę zrobić dla nich coś dobrego, coś im podarować, to także na mnie wrzeszczą. Że jak to tak? Ja mam obowiązki i nigdzie wyjeżdżać nie będę!, że Jak Pan ma czelność dzwonić w dzień nauczyciela?, że Ja mam właśnie przerwę, proszę zadzwonić w poniedziałek.

Może wyślę im fajkę i przepis na sernik???

P.S. Jest taka teoria, sprawdzona w USA, że Społeczna Odpowiedzialność Biznesu zaczyna się wewnątrz organizacji. Urzędasy nienawidzą swojej pracy. Dlatego, niech się zmieniają opcje polityczne i rządy, naczelnicy urzędów i inni radni. Ale błagam, niech ktoś tam zatrudni jakieś PRowce. I niech te PRowce zadbają o komunikację wewnętrzną.

08:02, katrinax01
Link Dodaj komentarz »
Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd...

czyli co nam (PRowcom) zostawił w spadku kryzys JELFY ?

Zacznę od próby wprowadzenia do obiegu nowej złotej myśli:

"Wyjście z sytuacji kryzysowej wymaga tyle samo zdolności komunikacyjnych co zdrowego rozsądku".

Drogi czytelniku, jeśli planujesz napisanie książki o kryzysowym PR i cierpisz na brak cytatów trafiających w samo sedno, służę pomocą:)

Przebieg kryzysu w jeleniogórskim zakładzie pokazuje ogromną ignorancję ludzi odpowiedzialnych za komunikację. No bo czy znacie ludzie PRowcę, która nie słyszała o case'ie Tylenolu ? A nawet jeśli znacie... to czy to co w latach 1982 i 1986 zrobili szefowie Johnson&Johnson można uznać za wiedzę tajemną?

Do cholery... rozpiszmy crisis manual dla firm farmaceutycznych w przypadku fatalnych uszczerbków na zdrowiu spowodowanych wadą produktu (leku):

Główne przesłania działań antykryzysowych:

  • Firma ponosi pełną odpowiedzialność za szkody i ich neutralizację.
  • Firma wyda tyle pieniędzy ile to jest możliwe, aby przywrócić zaufanie pacjentów i rzetelnie ich poinformować o szkodach, możliwych szkodach i wszystkim co będą chcieli wiedzieć.
  • Firma jest otwarta na zainteresowanie wszelkich publics."

Nadejście burzy i rytuały szamańskie, które ją przegonią:)

1. Przychodzi informacja o szkodliwości produktu.
a. Media donoszą o szkodliwości produktu.
b. O szkodliwości produktu firma dowiaduje się przed mediami.

2. Organizujemy konferencję prasową, na której informujemy (w tonie przepraszającym klientów) o:
a. wycofaniu z obiegu i zabezpieczeniu szkodliwego produktu lub jego partii.
b. uruchomieniu infolinii, numeru gadu-gadu itp - klient musi mieć nas na wyciągnięcie ręki.
c. podajemy mediom informację, która będzie także przekazywana przez infolinię i gg itd - co zrobić z lekiem jeśli ma się go w domu lub co zrobić ze sobą jeśli już się lek zażyło.
d. współpracy z CBŚ / FBI / CIA / GIF / FDA i z kimkolwiek kto będzie chciał wejść do naszego bagna
e. substytutach leku produkowanych przez konkurencję (jeśli składniki w nim zawarte są niezbędne dla podtrzymania zdrowia pacjentów)

3. Nigdy się nie usprawiedliwiamy. Wychodzimy kryzysowi na przeciw z otwartą przyłbicą. Jednocześnie szukamy przyczyn zjawiska informując media o postępach w "śledztwie".

4. Jeśli wycofanie produktu będzie miało charatker trwały, co oznaczać może zwolnienia w firmie organizujemy naszym pracownikom kursy, które pozwolą im podnieść kwalifikacje i szukać nowej pracy.

5. Oferujemy pomoc rodzinom ofiar naszego specyfiku oraz pomoc samym poszkodowanym - finansowanie rehabilitacji.

6. O wszystkich naszych decyzjach w sytuacji kryzysowej, które w jakikolwiek sposób mogą wpłynąć na świadomość którejkolwiek grupy interesu (public), grupa ta ma się dowiedzieć jako pierwsza.

Wiem, że prochu nie wymyśliłem pisząc tego posta. Wydaje mi się jednak, że ludzie z naszych Polf, Jelf i Polpharm sporo by się nauczyli czytając tego posta.
Aha i jeszcze jedno. Najbardziej imponuje mi w działaniach JnJ to, że firma chwali się case'm kryzysowym (sformułowanie: "JnJ is famous for handling its tylenol crises in 1982 and 1986" to PRowski majstersztyk)!!! To jest coś pięknego. Kryzysu z tylenolem jest pełno na stronie oficjalnej JnJ. Nie mogę się temu nadziwić. Chyba dlatego, że funkcjonuję w rzeczywistości kraju miłującego informacje tajne/poufne zapakowane w teczki leżące w głębokich szafach agentów ze WSI.

Polski managemencie!!! Błagam o rozsądek i... zatrudnianie PRAWDZIWYCH PRowiec.

P.S. Temat nie jest wyczerpany. Propozycje uzupełnienia crisis manualu przesyłajcie na maila:)

08:01, katrinax01
Link Dodaj komentarz »
Dzień dobry PR

Bardzo lubię program Dzień Dobry TVN . Marcina Mellera uważam za miszcza ciętej riposty. Kinga Rusin za to "pięknie Rusia pupcią" (cytat ze Steffano Terrazino) a do tego jest najsympatyczniejszą polską prezenterką.

Program jest świetną rozrywką dla tych co za dużo w weekend nie imprezują (emitowany jest od 8.30 rano). Ja imprezuję średnio co 2 tygodnie. To dlatego znam tylko 2 prezenterów DDTVN (podobno co tydzień Meller i Rusin zmieniają się z jakimiś 2 blondynami):)

Nie chodzi jednak o to jak dobrze znam prezenterów DDTVN. Rzecz w tym jak dużo w tym programie jest materiałów PRowskich. A przynajmniej takich które podszywają się pod PR.

W ten weekend widziałem relację z wizyty Naomi Campbell w Warszawie. Modelka odwiedziła naszą stolicę na zaproszenie "producenta luxusowych samochodów".

Wszystko fajnie. Bardzo się cieszę, że pani Campbell ruszyła swoje 4 litery do zimnej Polski. Tylko dlaczego do cholery zaprosił ją Lexus? Sama nazwa marki nie padła z ust przenterów. To raczej nie powinno dziwić, bo Campbell pojawiała się w materiale nakręconym z okazji jej wizyty tylko z wielkim obrandowanym kartonem za plecami.

Lexus pokazał swoje logo parę razy. Tłem dla tego loga była trochę już zmarnowana i niezbyt świeża twarz podstarzałej modelki. A mnie wciąż nurtowało pytanie: jaką treść to ze sobą niesie? Odpowiedzi musiałem szukać u wszechwiedzącego googla. Otóż Campbell przyjechała do Polszy z okazji Lexus Fashion Night 3 . A przynajmniej tak mi się wydaje. Najwięcej o całym zamieszaniu powinna wiedzieć agencja Headlines .

W ten weekend po raz pierwszy DDTVN zmusiło mnie do wytężonego wysiłku umysłowego. Zacząłem się zastanawiać do czego my (PRowce i te wilki za PRowce przebrane) doprowadzimy takimi działaniami jak ta żenująca REKLAMA Lexusa. Czy przypadkiem nie jest już tak, że PR jest po to aby "tworzyć rozgłos dla brandów" (ten yntelygentny cytat pochodzi ze strony agencji estimage)? Bo ja nie tak sobie wyobrażałem tą branżę.

08:01, katrinax01
Link Dodaj komentarz »
Archiwum