|
wtorek, 02 marca 2010
No właśnie - gdyby nie co?
Każda PRowca z agencyjnego stada PRowiec ma świadomość paradoksu, w którym na co dzień uczestniczy. Ci dzięki którym żyjemy i kochamy naszą pracę (hehe) to równocześnie ci, którzy rujnują nam życie, burzą plany i każą siedzieć przed kompem kiedy powinniśmy leżeć w jacuzzi, sączyć piwo albo grać w piłkę z kumplami:) W "dupie" jest jakiś magnes
Miałem na studiach doktora, który co tydzień zadawał nam do napisania artykuł. Teksty miały być związane z gospodarką ewentualnie z polityką, a najlepiej z jednym i z drugim. Bardzo sobie ceniłem te zajęcia. Miałem też wrażenie, że doktor cenił mnie za moje teksty. Mówił jednak, że mają 1 wadę. Za często używam słów kolokwialnych, a wyrażenia takie jak "dupa", "kurwa" nie są akceptowane przez czytelników i piony redakcyjne. LIST DO GIERTYCHA
Niedawno słyszałem, że na jednej z najbardziej poważanych publicznych uczelni ekonomicznych w IV RP jest Pani doktor, która tak mówi o public relations (w którym się zresztą specjalizuje): „Wiecie, piar to coś takiego jak reklama tylko dużo tańsze. Chodzi o to żeby pojawić się w gazetach, w radiu i telewizji, a nic za to nie płacić.” Studenci zarządzania, słysząc te rewelacje jęli zapisywać co kobita truła. Widzę już te ich roześmiane buźki i $ w oczach. Myślą sobie „cholera, to po jakiego grzyba nam agencja reklamowa. Zatrudniamy PRowce!!! Będzie tanio i będziemy w gazetach. JUHU” Oczywiście student, który tak myśli jest bystry jak woda w klozecie na Centralnym... ale nie o to chodzi. Mam żal do takich wykładowców bo masakrują rynek. Bo czy ktoś się kiedyś zastanowił nad tym jak to się dzieje, że dziennikarz czyta jedne informacje prasowe a inne wyrzuca do folderu KOSZ? Oświecę, nieoświeconych. Dzieje się tak między innymi dzięki intrygującym tytułom, dynamicznemu językowi i innym przymiotom dobrych informacji prasowych, które pozostaną czarną magią dla branży reklamowej.
Fajka i sernik dla urzędasa
Byliście kiedyś w Urzędzie Miejskim? Na pewno tak - choćby po to, by odebrać dowód, prawo jazdy itd. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd...
czyli co nam (PRowcom) zostawił w spadku kryzys JELFY ? Zacznę od próby wprowadzenia do obiegu nowej złotej myśli: "Wyjście z sytuacji kryzysowej wymaga tyle samo zdolności komunikacyjnych co zdrowego rozsądku". Drogi czytelniku, jeśli planujesz napisanie książki o kryzysowym PR i cierpisz na brak cytatów trafiających w samo sedno, służę pomocą:) Przebieg kryzysu w jeleniogórskim zakładzie pokazuje ogromną ignorancję ludzi odpowiedzialnych za komunikację. No bo czy znacie ludzie PRowcę, która nie słyszała o case'ie Tylenolu ? A nawet jeśli znacie... to czy to co w latach 1982 i 1986 zrobili szefowie Johnson&Johnson można uznać za wiedzę tajemną? Do cholery... rozpiszmy crisis manual dla firm farmaceutycznych w przypadku fatalnych uszczerbków na zdrowiu spowodowanych wadą produktu (leku): Główne przesłania działań antykryzysowych:
Nadejście burzy i rytuały szamańskie, które ją przegonią:) 1. Przychodzi informacja o szkodliwości produktu. 2. Organizujemy konferencję prasową, na której informujemy (w tonie przepraszającym klientów) o: 3. Nigdy się nie usprawiedliwiamy. Wychodzimy kryzysowi na przeciw z otwartą przyłbicą. Jednocześnie szukamy przyczyn zjawiska informując media o postępach w "śledztwie". 4. Jeśli wycofanie produktu będzie miało charatker trwały, co oznaczać może zwolnienia w firmie organizujemy naszym pracownikom kursy, które pozwolą im podnieść kwalifikacje i szukać nowej pracy. 5. Oferujemy pomoc rodzinom ofiar naszego specyfiku oraz pomoc samym poszkodowanym - finansowanie rehabilitacji. 6. O wszystkich naszych decyzjach w sytuacji kryzysowej, które w jakikolwiek sposób mogą wpłynąć na świadomość którejkolwiek grupy interesu (public), grupa ta ma się dowiedzieć jako pierwsza. Wiem, że prochu nie wymyśliłem pisząc tego posta. Wydaje mi się jednak, że ludzie z naszych Polf, Jelf i Polpharm sporo by się nauczyli czytając tego posta. Polski managemencie!!! Błagam o rozsądek i... zatrudnianie PRAWDZIWYCH PRowiec. P.S. Temat nie jest wyczerpany. Propozycje uzupełnienia crisis manualu przesyłajcie na maila:) Dzień dobry PR
Bardzo lubię program Dzień Dobry TVN . Marcina Mellera uważam za miszcza ciętej riposty. Kinga Rusin za to "pięknie Rusia pupcią" (cytat ze Steffano Terrazino) a do tego jest najsympatyczniejszą polską prezenterką. Program jest świetną rozrywką dla tych co za dużo w weekend nie imprezują (emitowany jest od 8.30 rano). Ja imprezuję średnio co 2 tygodnie. To dlatego znam tylko 2 prezenterów DDTVN (podobno co tydzień Meller i Rusin zmieniają się z jakimiś 2 blondynami):) Nie chodzi jednak o to jak dobrze znam prezenterów DDTVN. Rzecz w tym jak dużo w tym programie jest materiałów PRowskich. A przynajmniej takich które podszywają się pod PR. W ten weekend widziałem relację z wizyty Naomi Campbell w Warszawie. Modelka odwiedziła naszą stolicę na zaproszenie "producenta luxusowych samochodów". Wszystko fajnie. Bardzo się cieszę, że pani Campbell ruszyła swoje 4 litery do zimnej Polski. Tylko dlaczego do cholery zaprosił ją Lexus? Sama nazwa marki nie padła z ust przenterów. To raczej nie powinno dziwić, bo Campbell pojawiała się w materiale nakręconym z okazji jej wizyty tylko z wielkim obrandowanym kartonem za plecami. Lexus pokazał swoje logo parę razy. Tłem dla tego loga była trochę już zmarnowana i niezbyt świeża twarz podstarzałej modelki. A mnie wciąż nurtowało pytanie: jaką treść to ze sobą niesie? Odpowiedzi musiałem szukać u wszechwiedzącego googla. Otóż Campbell przyjechała do Polszy z okazji Lexus Fashion Night 3 . A przynajmniej tak mi się wydaje. Najwięcej o całym zamieszaniu powinna wiedzieć agencja Headlines . W ten weekend po raz pierwszy DDTVN zmusiło mnie do wytężonego wysiłku umysłowego. Zacząłem się zastanawiać do czego my (PRowce i te wilki za PRowce przebrane) doprowadzimy takimi działaniami jak ta żenująca REKLAMA Lexusa. Czy przypadkiem nie jest już tak, że PR jest po to aby "tworzyć rozgłos dla brandów" (ten yntelygentny cytat pochodzi ze strony agencji estimage)? Bo ja nie tak sobie wyobrażałem tą branżę. |
Archiwum
|